22 czerwca 2015

Rocznicza chrztu

Współcześnie sakrament chrztu uznawany jest za katolicki nie przymuszony obowiązek, potrzebę, tradycję ale też za problem, problem który dotyczył również nas. Problem który stawia sam Kościół zarządzany przez Biskupów i Proboszczy parafii przynależących do różnych diecezji.

Żyjąc w tej samej Polsce tworząc tę samą wspólnotę chrześcijańską, w jednej diecezji przywilej ochrzczenia dziecka bez ślubu jest możliwy i nie jest problemem,  a w innej diecezji od razu dyskwalifikują się dziecko do przyjęcia tego sakramentu i żadne tłumaczeni rodziców i prośby nie są w tanie nic wskórać. Po drugie, jak to jest że żyjąc w czasach gdzie społeczeństwo jest zróżnicowane pod względem ekonomicznym, nie każdego stać na ochrzczenie swojego dziecka, pomimo że rodzice chcą i czują taki obowiązek, mając na uwadze że jest to dobro dla dziecko, to za możliwość przyjęcia  tego dobra stawia się określoną wysoką cenę jak za zapłatę usługi, natomiast  w innych parafiach nie proponuje się nawet złotówki, ewentualnie co łaska-czyli daj tyle ile chcesz ile możesz.  I to wszytko za jednorazową godzinną ceremonię chrztu- sakramentu który należy się wszystkim bez wyjątku, wszystkim którzy chcą tego sakramentu, bez względu na to jak żyją rodzice. Bo chrzest nie jest dla rodziców tylko dziecka, które w niczym nie zawiniło, któremu uniemożliwia się sakrament przypisując mu grzechy rodziców i karząc dziecko za te grzechy poprzez odmowy udzielenia chrztu.

Pojąc nie umiem dlaczego Kościół zamiast budować mosty z wierzącymi pali je, zniechęca i utrudnia rodzicom bycie w pełni rodzinami chrześcijańskimi, stawia przeszkodę do wychowywani po chrześcijańsku i przyłączenia dzieci do wspólnoty Kościoła a później ma jeszcze pretensję że młode rodziny nie uczestniczą we mszach lub nie przyjmują Księży po kolędzie. A przecież to rodzina jest pionierem do życia w wierze.

Pytam więc dlaczego tak jest?  dlatego że jesteśmy zależni od widzi mi się Biskupa z kurii a nasza diecezja  należy niefortunnie do tych do których bez ślubu dziecko nie ochrzcisz  i kropka. Dlatego że dziecko rodziców nie mających ślubu dla Kościoła się nie liczy bo Ksiądz na Ślubie nie zarobił to i chrztu  dla dziecka nie udzieli. Właśnie tak było tez u Nas. Nasza diecezja nie ochrzci dziecka bez ślubu pomimo że nasz ślub miał odbyć się za 3 miesiące. Czas nas piętnował bo byliśmy zależny od terminu przyjazdu chrzestnych za granicy, więc nie chcieliśmy odkładać chrzcin na później. Dlatego prosiliśmy Księdza w innej parafii przynależącej do innej diecezji niż nasza, o chrzest dla Hani. Dla niego nasz stan cywilny nie był problemem. Nie wymagał nauk, nie mówił o cenie, nie żądał zapłaty. To że zgodził się na sakrament było uzależnione od diecezji a to że nie prawił nam kazań i morałów oraz za chrzest przyjął co łaska, zależało jedynie od Księdza osobowości i woli.

Dokładnie 22 czerwca2014roku Hania przyjęła chrzest. Chrzest z rodzicami bez ślubu, chrzest z udziałem chrzestnych, najlepszych chrzestnych jakich można sobie wymarzyć. Chrzest uprawomocnił Damiana i Katarzynę do bycia chrzestnymi Hani już na zawsze, z prawdziwych powołaniem do bycia chrzestnymi a nie tylko od tak widzianych w święta dwa razy do roku. Mój brat  i jego żona odpowiedzialnie i z przyjemnością zgodzili się na bycie chrzestnymi bez naszego nacisku, bo uwielbiają Hanie, zawsze można na nich liczyć i z chęcią służą swoją pomocą.

Dzisiaj mija pierwsza rocznica przyjęcia sakramentu chrztu przez Hanię. Pierwsza rocznica bycia chrzestnymi dla Hani przez Kasię i Damiana, to był ważny dzień dla nich ale tez dla nas, ważny ale jak trudny aby go zrealizować. Dlatego oprócz naświetlenia  problemu chcę też wyróżnić chrzestnych, bo bez ich uczestnictwa i zgody chrzest byłby nie możliwy, a w śród negatywnych przeszkód które napotykaliśmy, chrzestni są pozytywnym zjawiskiem w całej tej sytuacji z przed roku. A co istotne są obecni z nami nie od momentu chrztu ale od pierwszych dni życia Hani. Hannulka ich w prost uwielbia i odwrotnie.











01 czerwca 2015

Zawsze bedziesz moim dzieckiem..

"Zawsze byłaś i zawsze będziesz moim dzieckiem" mówiła mi moja mama.. teraz to samo ja mówię swojej córce, bo jesteśmy krew z tej samej krwi jak jedność a zarazem podobne i tak bardzo różne. Zostałaś moim dzieckiem  chociaż cie nie znałam, chociaż miałaś tydzień, miesiąc chodź rozwijałaś się od milimetra w górę i chodź połączona pępowiną to pępowiną nierozerwalnie łączyła Cię ze mną i łączyć będzie zawsze chodź już nie pępowina to więź zwaną więzią matki do córki i odwrotnie.


W końcu zjawiłaś się po 9 miesiącach gdzie każdy miesiąc to odliczanie do coraz bliższego spotkania i wiele pytań "jak się masz" i krótka odpowiedź  "już niedługo się zobaczymy". I zobaczyłyśmy się w tą upalną noc o godz 00.30. Przyszło na świat maleństwo w dniu w który jednocześnie można by było świętować dzień matki w maju jak i dzień dziecka w czerwcu chodź był to sierpień. Twój dzień gdzie zobaczyłaś swoją matkę po9 miesiącach i mój dzień gdzie w końcu ujrzałam po raz pierwszy swoją córkę.


Jesteś moim dzieckiem  i zawsze nim będziesz od chwili poczęcia aż do końca naszych dni.
Chodź spakuje zabawki w karton i wyniesie je na strych a piaskownica trawą zarośnie, chodź będziesz samodzielna a ja w niczym już ie będę musiała Ci pomagać. A kiedy przyjdzie taki dzień w którym wyprowadzisz się 100km od menie i widzieć będziemy się tylko na weekendy-ja dalej uznawać będę Cię za swoje dziecko. Chodź wejdziesz świat w dorosły z wielkim hukiem i być może grunt nie jednokrotnie pod nogami będzie się walił-od młodzieńczych durnowatych pomysłów i nie raz zarzucisz mi z obrazą że nie jesteś już małym dzieckiem-pomimo że traktować będę Cię jak dorosłą, moim dzieckiem zawsze będziesz. Chodź wyrośniesz na wysoką koszykarkę a Twój świat będzie się skręcił wokół spotkać ze znajomymi , w okół imprez  czy młodzieńczej  miłości, nawet gdy Ty sama zostaniesz matką, bądź gdy pojawią Ci się zmarszczki, Ty zawsze będziesz moim dzieckiem, moja córeczką chodź już nie malutką jak teraz gdy masz prawie 2latka to zawsze będziesz moim dzieckiem tak jak ja zawsze będę Twoją matką.


Dzień dziecka nabiera nowego znaczenia kiedy ma się swoje dziecko.Teraz rozumie że ten dzień nie ma celu jedynie podarowanie prezentu i spędzenie wspólnie miłego dnia na zabawie-chodź jest to bardzo istotne, ale ważne jest też to że dzień ten ma nam dorosłym uzmysłowić  kim są w naszym życiu dzieci i jak dużo w nasze życie wnoszą, jak wiele nas z nimi łączy oraz ile z dziecka drzemie w nas.


Z racji światowego dnia dziecka Hannulka spędziła go ze mną i przyszywaną ciocią Cześką. Obrałyśmy bardzo prostą trasę dzisiejszego wypadu do centrum miasta Białej Podlaskiej, gdzie zjadłyśmy po lodzie oraz posiedziałyśmy na placu z takim jednym znanym panem o kamiennej twarzy który nie protestował abyśmy się przysiadły.

Hania jest bardzo odważna i towarzyska uwielbia przebywać z dziećmi i rwała się do każdego które w swoim zasięgu ujrzała. Podłapała kompana 3,5letniego Alberta którego przytulała i trzymała za rączkę. Zaczepiała też do maluszka który był z mamą, ale chyba Hania nie przypadła mu do gustu i ich relacje się nie kleiły, to też jego mama podarowała nam filcowego renifera-za ten gest bardzo dziękujemy. Przedszkolaków również nie ominęła. Wcisnęła się między siedzące dziewczynki tak jakby je z dawien dawna znała-jednej nawet chciała zdjąć i wytrzeć okulary.



Dalszy bieg podróży to zakup balona, który był pretekstem by rozstać się z Albertem,  ciocia Czesława szybko przekabaciła Hanie balonem bo pożegnanie z nowym kolegą zakończyły się protestem z wrzaskiem.Kolejna przystań była Centrum  handlowe Rywal a tam H&M który oprócz ciuszków ma cuda dla dziewczynek-takie jak opaski, spinki, torebeczki inne urocze akcesoria dla małych księżniczek. Hania jednak najbardziej zainteresowała się butami, chodź rozmiar odbiegał co najmniej kilka lat do przodu od jej aktualnego rozmiaru. A kiedy zmęczyła  się zakupami, spokojnie wsunęła pól talerza frytek. Po tym nabrała siły. I z chęcią wdrapała się na dmuchany domek stojące przed wejściem do centrum. Ale że nie miała kompana do skakania wolała sobie po siedzieć. Już było południe i słońce mocno grzało więc zmierzałyśmy ku drodze powrotnej do domu.

Gdy wracałyśmy Hania była jednocześnie bardzo zadowolona, marudna, senna i zmęczona od natłoku wrażeń. W drodze powrotnej zadzwoniła babcia Hani moja mama i powiedziała do mnie: "wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka-bo przecież jesteś moim dzieckiem".