16 maja 2015

Śpiąca królewna

Jedno z najpiękniejszych momentów cieszących moje oczy  z życia Hani to jej sen.
Gdy była niemowlakiem ciągle spała spała spała.. przeważnie  na opak bo w dzień, a w nocy tylko drzemki. Nie odczuwała potrzeby spania w nocy w zamian za spanie w dzień bo jej zegar biologiczny dopiero się ustawiał, wchodził w tryb przyzwyczajania organizmu do określonych pór dnia, gdzie: w dzień organizm powinien być aktywny a w nocy organizm domaga się regeneracji poprzez sen-u nas ten zegar chodził odwrotnie.


Niemowlę nie wie że noc jest od głębokiego snu a w dzień można sobie podrzemać. Nie wie tego bo nie odróżnia dnia od nocy, nie wie bo dopiero tego się uczy-zauważa to z czasem, nie wie bo poddaje się sterowaniu domagań organizmu. Hania wysypiała się w dzień a w nocy często i na długo budziła się z chęcią rozglądania, grymaszenia i poznania się co na około się dzieje. Natomiast ja nie przyzwyczajona spać w dzień nie odsypiałam nocy-a kiedy zbliżała się noc, oczy same sie zamykały, tym bardziej że nocy nie wyspanych przybywało. Nawet gdy przysnęłam miałam poczucie ze zaraz muszę wstać a czasem to powodowało że nie mogłam zasnąć chodź bardzo mi się chciało.




Ciężko było to zmienić i zmienić tego nie próbowałam bo i jak wytłumaczyć niemowlakowi że noc jest od spania i mama marzy byś nie robiła sobie częstych i długich przerw nocnych. Marzyłam abyś pospała sobie tak smacznie w nocy jak np.na spacerze jak w dzień. Marzyłam by było mniej pobudek w nocy bo sama potrzebuje chodź godzinkę snu więcej jak nigdy dotąd.

Ktoś mi kiedyś powiedział że musisz "ustawić sobie dziecko" aby spało tak jak należy. No więc próbowałam czymś zając czy zabawić by maluszek nie zasypiał często, ale Hania nawet przy zabawie potrafiła zamknąć oczy, próbowałam nie dawać zasypiać przy piersi w dzień-to kończyło się płaczem i złością, spacer w wózku to w ogóle działam jak kołyska, a codzienne rytuały o tych samych porach  też nie przynosiły żadnego rezultatu.


Szybko zrezygnowała z "ustawiania" bo to była moja przekorna walka z wiatrakami która i mnie męczyła i Hanie, do tego nic nie pomagała. Po prostu chciało jej się w dzień spać na korzyć nocy, a w nocy czuła się wyspana i chociażbym na głowie stanęła, jej chciało się spać w dzień to zasypiała-bo jej organizm czuł taką potrzebę. Może inne dzieci szybko adoptują sen nocy i mamy nie czuły się nie wyspane, może inne dzieci łatwiej było" przestawić" ja jednak czułam że nie tędy droga...



U nas najlepszą pomocą był czas , bo po około dwóch miesiącach sam sen się wyregulował, stopniowo powoli bez nacisku i bez określonych moich działań. Dwa miesiące spania po 4 godziny z przerwami co chwile to był trudny czas w moim dopiero rozpoczynającym się macierzyństwie. Trudny bo bardzo męczący powodujący częsty ból głowy i zawroty, zmęczenie, rozdrażnienie i ogólne osłabienie.

Z pięciu spań w dzień zmieniało się na cztery później trzy, następnie dwa a po roku zostało nam jedno w południe o popołudniowej porze. Im mniej zaśnięć w dzień tym dłuższy czas aktywności w dzień, to z kolei przyczynia się do wydłużenia intensywniejszego snu w nocy na korzyść rzadszych przebudzeń.
Ilość ta samoistnie się ustawiała.


Teraz oczywiście całą noc mamy przespaną. Co nie zmienia faktu że  tak samo jak niegdyś gdy Hania była niemowlakiem tak i teraz za każdym razem gdy zasypia jest to dla nie przesłodki widok małej ślicznej śpiącej królewny na którą patrzeć mogę bez końca.




Z zachwytem spoglądam na małego spokojnego pogrążonego w swoim odpoczynku uroczego maluszka, na małe rozkopujące z pod przykrycia nóżki, na twarzyczkę która nie raz grymasi  przez sen śmieje się lub coś mówi, patrzę na śpiącego słodziaka który w ciągu dnia potrafi nieźle narozrabiać a czasem nawet wkurzyć, a kiedy już śpi  jestem w stanie mu wszystko wybaczyć a nawet czasem żałować że się na taką słodką istotkę  zdenerwowałam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz