24 maja 2015

Komu w droge temu biedronka

Plecak Hani ratuje mnie z niejednokrotnej opresji wyjazdów i wyjść. Bo jak wiadomo nawet w najkrótszy wypad z domu, gdzieś trzeba wrzucić butelkę z piciem lub coś na przegryzkę, a w dalszy wypad zabrać o wiele więcej i schować tak by zawsze było pod ręką, a dziecko jest niecierpliwe, gdy coś chce-chce już, nie chce czekać bez końca kiedy w końcu mama  znajdzie pożądaną rzecz.

Kiedyś to wszytko lądowało u mnie w torebce nie licząc rzeczy które były też moje i gdy coś trzeba było znaleźć robił się taki młyn, że ciężko było od razu wyjąć to co potrzebne-czyli taki damski standard torebki wszytko jest a nic znaleźć nie można.



 Od kiedy mamy uniwersalną biedronkę (plecak-walizkę z kółeczkami), jest to wiele łatwiej wszytko nie tylko pomieścić ale też od razu wyjąc w razie potrzeby. To że jest dwu-funkcyjny w użytku to na pewno ułatwienie dla Hani, bo może nosić go jak tradycyjny plecaczek na plecach ale też ciągnąć za wysuwaną rączkę jak walizkę, kiedy jest ciężki do noszenia bądź gdy noszenie go na plecach się znudzi. Wydaje się dość mały ale tylko pozornie.



Ma jeden pojemny duży schowek oraz 2 mniejsze kieszonki w których często lądują chusteczki i coś na przegryzkę. Jest bardzo pakowny,  mogę spokojnie przyznać że mieści tyle co moja największa torebka. I co istotne-wygląd biedronki, która wzbudza zainteresowanie i nie przypomina dzięki temu zwykłego tradycyjnego plecaczka i walizki.



Przetestowałyśmy go już w praktyce-spisał się tak świetnie że nie opuszcza żadnego wyjazdu i wyjścia.
Oprócz wypadów do rodziny znakomicie się nadawał między innymi przy wyskoku do pierwszej nietypowej piaskownicy, gdzie upchałyśmy w niego zabawki, a to że jest wykonany z łatwo zmywalnego wodoodpornego materiału było dużym plusem by go wyczyścić z piasku. Przeżył też niejednokrotne rozlanie picia bez najmniejszego uszczerbku.

Hania cieszy się swoim plecaczkiem i uwielbia go ze sobą wszędzie zabierać a ja w końcu ciesze się z nieprzepakowanej torebki w której nosze wyłącznie swoje rzeczy.



19 maja 2015

Konvalijka

Ich  słodkawy zapach unosi się w powietrzu, jest intensywny i dość przyjemny. Właśnie zaczął się sezon na nie i to teraz  w maju rozwijają swoje malutkie białe dzwoneczki. Zaczynają  rozkwitać Konwalie a moja konvalijka lubi je tak samo jak ja.

Nie bez przyczyny mamy też koszulkę z jedynką a dokładnie "I'am 1", bo już za równo 3 miesiące mojej małej rocznej dziewczynce przybędzie na liczniku dwójka. Będzie dwulatkiem-dwa lata skończy 19 sierpnia. Czas tak szybko płynie,a życie pędzie do przodu. Wydaje mi się jakby to było wczoraj, gdy Hania była w brzuszku, kopała i miała czkawkę, a ja lada 3 miesiące pójdę rodzić, a tu już minęło od porodu i naszego pierwszego spotkania prawie dwa lata. Czas goni jak szalony, wszystko dzieje się tak szybko to i  Hania rośnie oraz rozwija się szybko,chyba nawet tak szybko jak rozkwitają konwalii niepostrzeżenie z dnia na dzień. Ale puki co jeszcze trzy miesiące z jedynką na piersi.










16 maja 2015

Śpiąca królewna

Jedno z najpiękniejszych momentów cieszących moje oczy  z życia Hani to jej sen.
Gdy była niemowlakiem ciągle spała spała spała.. przeważnie  na opak bo w dzień, a w nocy tylko drzemki. Nie odczuwała potrzeby spania w nocy w zamian za spanie w dzień bo jej zegar biologiczny dopiero się ustawiał, wchodził w tryb przyzwyczajania organizmu do określonych pór dnia, gdzie: w dzień organizm powinien być aktywny a w nocy organizm domaga się regeneracji poprzez sen-u nas ten zegar chodził odwrotnie.


Niemowlę nie wie że noc jest od głębokiego snu a w dzień można sobie podrzemać. Nie wie tego bo nie odróżnia dnia od nocy, nie wie bo dopiero tego się uczy-zauważa to z czasem, nie wie bo poddaje się sterowaniu domagań organizmu. Hania wysypiała się w dzień a w nocy często i na długo budziła się z chęcią rozglądania, grymaszenia i poznania się co na około się dzieje. Natomiast ja nie przyzwyczajona spać w dzień nie odsypiałam nocy-a kiedy zbliżała się noc, oczy same sie zamykały, tym bardziej że nocy nie wyspanych przybywało. Nawet gdy przysnęłam miałam poczucie ze zaraz muszę wstać a czasem to powodowało że nie mogłam zasnąć chodź bardzo mi się chciało.




Ciężko było to zmienić i zmienić tego nie próbowałam bo i jak wytłumaczyć niemowlakowi że noc jest od spania i mama marzy byś nie robiła sobie częstych i długich przerw nocnych. Marzyłam abyś pospała sobie tak smacznie w nocy jak np.na spacerze jak w dzień. Marzyłam by było mniej pobudek w nocy bo sama potrzebuje chodź godzinkę snu więcej jak nigdy dotąd.

Ktoś mi kiedyś powiedział że musisz "ustawić sobie dziecko" aby spało tak jak należy. No więc próbowałam czymś zając czy zabawić by maluszek nie zasypiał często, ale Hania nawet przy zabawie potrafiła zamknąć oczy, próbowałam nie dawać zasypiać przy piersi w dzień-to kończyło się płaczem i złością, spacer w wózku to w ogóle działam jak kołyska, a codzienne rytuały o tych samych porach  też nie przynosiły żadnego rezultatu.


Szybko zrezygnowała z "ustawiania" bo to była moja przekorna walka z wiatrakami która i mnie męczyła i Hanie, do tego nic nie pomagała. Po prostu chciało jej się w dzień spać na korzyć nocy, a w nocy czuła się wyspana i chociażbym na głowie stanęła, jej chciało się spać w dzień to zasypiała-bo jej organizm czuł taką potrzebę. Może inne dzieci szybko adoptują sen nocy i mamy nie czuły się nie wyspane, może inne dzieci łatwiej było" przestawić" ja jednak czułam że nie tędy droga...



U nas najlepszą pomocą był czas , bo po około dwóch miesiącach sam sen się wyregulował, stopniowo powoli bez nacisku i bez określonych moich działań. Dwa miesiące spania po 4 godziny z przerwami co chwile to był trudny czas w moim dopiero rozpoczynającym się macierzyństwie. Trudny bo bardzo męczący powodujący częsty ból głowy i zawroty, zmęczenie, rozdrażnienie i ogólne osłabienie.

Z pięciu spań w dzień zmieniało się na cztery później trzy, następnie dwa a po roku zostało nam jedno w południe o popołudniowej porze. Im mniej zaśnięć w dzień tym dłuższy czas aktywności w dzień, to z kolei przyczynia się do wydłużenia intensywniejszego snu w nocy na korzyść rzadszych przebudzeń.
Ilość ta samoistnie się ustawiała.


Teraz oczywiście całą noc mamy przespaną. Co nie zmienia faktu że  tak samo jak niegdyś gdy Hania była niemowlakiem tak i teraz za każdym razem gdy zasypia jest to dla nie przesłodki widok małej ślicznej śpiącej królewny na którą patrzeć mogę bez końca.




Z zachwytem spoglądam na małego spokojnego pogrążonego w swoim odpoczynku uroczego maluszka, na małe rozkopujące z pod przykrycia nóżki, na twarzyczkę która nie raz grymasi  przez sen śmieje się lub coś mówi, patrzę na śpiącego słodziaka który w ciągu dnia potrafi nieźle narozrabiać a czasem nawet wkurzyć, a kiedy już śpi  jestem w stanie mu wszystko wybaczyć a nawet czasem żałować że się na taką słodką istotkę  zdenerwowałam.




03 maja 2015

TO WIOSNA!

Nikt nie powie ze wiosny nie lubi co innego lato jesień i zima kwestia indywidualna. Może być tylko obojętna, jak inne pory roku ale gdy ją czujemy w powietrzu nasza obojętność zmienia się na korzyść niewytłumaczalnego optymizmu wprawiając nas w dobry nastrój.


Po długich wieczorach, niskich temperaturach i kapryśnych opadach, z szarawej za śniętej przyrody budzi się do życia, powoli  i bez zbędnego pośpiechu-WIOSNA. I chodź przeważnie kalendarzowa nie wskazuje żadnych oznak jakoby się zbliżała, ona bez pośpiechu minionej swej daty- z zastoju, rozkwita skupiona w spokoju . Tchnieniem swoich zmienia też nas-otrząsając z sezonu zimowego.


Po mino że ostatnimi czasy zima nie jest sroga, to potrafi nas sobą zmęczyć znużyć i przytłoczyć jak nikt inny na tej ziemi. Opady,  temperatura, krótki dzień, brak dostatecznej ilości słońca, zbyt długie wieczory, szarość i skąpstwo kolorów doprowadza nas do przygnębień.


Sama zima temu winna?-skąd!
Nasze problemy, sprawy oraz obowiązki zaczynają nas  męczyć ze zdwojoną siła właśnie najbardziej u progu zimy kiedy jesteśmy nią znużeni, kiedy mamy jej dosyć, kiedy chcemy by jej juz nie było-by odeszła i gdy wydaje się że już odeszła ona wraca w najmniej nie spodziewanym momencie.


Mówimy w tedy: niech chociaż już ciepło się zrobi to całkiem inaczej będzie. Te całkiem inaczej-zawiera w sobie głębie istoty wiosny.


Wiosny-pocieszycielki, tchnienia świeżości, ciepła, jasności i rozkwitu życia nie tylko zieleni (kwiatów, drzew i traw) ale też życia całej gamy wszelakich różnych organizmów pogrążonych w śnie zimowym, chociażby bzycząca mucha pod uchem która potrafi tak w kurzyć w lecie ale zapomnieliśmy o tym w zimę a na wionę ten bzykot jest dość przyjemny. 


Wiosna-przyczyna dobrego nastroju, częstszego uśmiechu na twarzy, większej kreatywności w pomysły, większej chęci zrobienia czegoś, wyjścia z domu nacieszenia oczu zielenią promieniami i ciepłym wiaterkiem, obcowania z przyrodą, nie przemyślanym szukaniem i wpatrywaniem się w ślady wiosny wprawiając dobry humor.


Wiosna daje zastrzyk energii, siły, świeżości, radości, witalności, wigoru tylko trzeba ją dostrzec odnaleźć, nie szukać na końcu Polski, ona jest praktycznie wszędzie, jest dookoła, nawet gdy wyjdziesz na balkon, przed dom czy wyjrzysz przez okno-nie ważne gdzie jestem -ważne jest tylko to czy umiesz ją dostrzec i nią się cieszyć,  by ją poczuć, by radowała całą swoją normalnością, spokojem i rozkwitem która cyklicznie pojawia się co rok i co rok stawia nas na nogi działając wręcz terapeutycznie: przy zmęczeniu, kryzysie, zdenerwowaniu czy utracie sił.


WIOSNA-najprościej ją zdefiniować słowami: za nią zima przed nią lato, taka zakręcona panna.
Ja ją uwielbiam! Fakt jestem kwietniowa dziewczyną ale to nie zmienia faktu że moje dziwne zmęczenie bezprzyczynowe po zimie dzięki niej zawsze ustępuje.


Zawsze też inspiruje mnie do działania, do nowych pomysłów, wnosi więcej radości w moje życie być może dlatego że staram się w nią wpatrywać, wyłączać myślenie od spraw codziennych, kiedy widzę jak budzi się do życia, kiedy pączki kwiatów kwitną, trawa zieleniej, drzewa obrastają w liście, niebo przybiera błękity a słońce po prostu mocno świeci i grzeje-uwielbiam to i uwielbiam nią oddychać widzieć i czuć.


Aż chce się wychodzić częściej i dłużej na spacery z Hanią, zrywać jej kwiaty, prowadzać za rękę po mięciutkiej zielonej trawce, łapać motyle i nagrzewać buzie promieniami słonecznymi.


Możemy w końcu ubrać się lżej, schować czapki i ciepłe buty do szafy, pojeździć rowerkiem, posiedzieć na ławce, popodlewać kwiatki, posłuchać ćwierkania ptaszków, obserwować przemieszczanie się chmur.


A z towarzyskiej strony ujmując w końcu można po grilować czy też rozpalić ognisko, czyli uaktywnić rekreacyjny sposób spędzania wolnego czasu jakże przyjemny i lubiany przez nas.


 Zauważyć bez problemu można że wiosna natchnęła nas nowymi pomysłami na zdjęcia: )


Wiosna była też okazją by zostać kilka tygodni u dziadków Hani, w malowniczej spokojnej miejscowości-Gródku Szlacheckim. Maksymalnie wykorzystałyśmy pobyt i plenerowe uroki przyrody, lasu, sadu dziadka oraz sezonowych kwiatów ogrodu babci. Jednak największy celem było tygodniowy przyjazd chrzestnych Hani. Spotkanie to wykorzystałyśmy również na robienie zdjęć profesjonalnym sprzętem fotograficznym-chodź nie o same zdjęcia oczywiście naszym pobycie chodziło...
WIOSNA WIOSNA, WIOSNA!-ach to ty :)